“Dave, przestań. Przestań... proszę. Przestań, Dave” – prosi superkomputer HAL nieprzejednanego kosmonautę Dave’a Bowmana w słynnej, niezwykle przejmującej scenie pod koniec “Odysei kosmicznej 2001” Stanleya Kubricka. Bowman, nieomal wysłany na śmierć w przestrzeni kosmicznej przez źle działającą maszynę, odłącza z lodowatym spokojem kolejne obwody pamięci, które kontrolują sztuczny mózg. “Dave, mój umysł błądzi” – mówi HAL z rozpaczą. “Czuję to, czuję”.

Tak Nicolas Carr otwiera swoją głośną, nominowaną do Pulitzera w 2011 roku, książkę “Płytki umysł. Jak internet wpływa na nasz mózg”. W następnych akapitach tłumaczy, że w dzisiejszym świecie my także “to czujemy”, coś majstruje przy naszych mózgach, przeprogramowując umysł. Odkąd internet zawładnął naszym życiem i bezpowrotnie je przewartościował, doświadczamy specyficznego “odpięcia” – inaczej myślimy, inaczej podejmujemy decyzje, miewamy coraz większe problemy z koncentracją, nie potrafimy skupić się na długich tekstach, a nasze wypowiedzi stają się uboższe. Ponownie stajemy się myśliwymi i zbieraczami – tym razem w elektronicznym lesie pełnym informacji.

Jednym z psychiczno-fizjologicznych problemów, które wywołują nasze technologiczne przyzwyczajenia jest zjawisko technostresu, który występuje pod różnymi postaciami i objawia się ciągłą potrzebą podtrzymywania “statusu online”, przy równoczesnym lęku przed odłączeniem od sieci, byciem poza zasięgiem. Coraz częściej odczuwamy kompulsywną potrzebę aktualizacji informacji, sprawdzania maili, odświeżania instagramowej czy facebookowej tablicy, uzależniamy się od dzielenia się swoim życiem ze światem. Urządzenia komunikacyjne stają się przedłużeniem naszej osobowości. Nie pozostaje to oczywiście bez wpływu na nasze codziennie funkcjonowanie. Wśród psychologicznych następstw technostresu możemy wymienić między innymi nomofobię, bezsenność, syndrom wibracji fantomowych, zaburzenia koncentracji i przewlekłe zmęczenie. Innym negatywnym zjawiskiem jest trwałe lub częściowe rozkojarzenie uwagi. Linda Stone opisuje to zjawisko jako “stan nieustannego wrażenia bycia zajętym – zwracania uwagi na wszystko bez skupiania się na czymkolwiek”. Dlatego po długim dniu w pracy bywamy wykończeni, mając poczucie, że jesteśmy mistrzami wielozadaniowości, gdy w rzeczywistości sporą część naszej energii pochłania stres związany z potrzebą ciągłej komunikacji.

Opublikowane w zeszłym miesiącu badanie Microsoftu, przeprowadzone na 20 000 europejskich pracowników potwierdza, że technologia wywołuje niepokój obniżający satysfakcję z pracy, zaangażowanie w powierzone zadania i produktywność. Ogromny wpływ ma na to niepohamowana potrzeba sprawdzania i pisania maili, wiadomości tekstowych i postów w social mediach, co sprawia, że pracownicy stają się rozkojarzeni. Microsoft słusznie zauważa, że liderzy IT nie utrudniają pracownikom dostępu do nowych technologii i zezwalają na korzystanie z narzędzi komunikacyjnych, jednak nie do końca wiedzą, jak robić to dobrze – pomagając jednocześnie w radzeniu sobie z napięciem, jakie to wywołuje. Jedynie 11 % badanych przyznaje bowiem, że w pracy są w pełni produktywni.

Rozwiązaniem jest wypracowanie odpowiedniej kultury korzystania z narzędzi online – w firmach, w których obowiązują konkretne zasady “kultury digitalowej”, liczba bardzo produktywnych pracowników wzrasta do 22%.

Przykładami odpowiednich praktyk minimalizujących technostres, za to zwiększających zaangażowanie, kreatywność i produktywność pracowników są m.in.:

  • nałożenie limitów mailowych; polityka nieodpisywania na zawodowe maile po godzinach pracy
  • zakaz używania telefonów podczas zebrań
  • przeprowadzanie badań wśród pracowników, sprawdzających ich poziom zadowolenia z dostępu do technologii w miejscu pracy
  • tworzenie odpowiednich warunków do pełnej koncentracji pracowników, zaangażowanie w wypełnienie dnia pracy
  • zachęcanie pracowników do przerw w pracy, unikanie pracy po godzinach
  • więcej rozmowy twarzą w twarz, mniejsza rola komunikatorów online
  • szkolenia dla pracowników, pomagające radzić sobie z technostresem

Przede wszystkim należy jednak wziąć ten problem na poważnie – dotyczy to głównie menagerów sektora IT (badania wskazują, że przedstawiciele branży technologicznych wykazują największą odporność na technostres, często bagatelizując to zjawisko wśród pracowników).

A prognozy nie są niestety optymistyczne – w dobie intensywnie rozwijającej się rozszerzonej  i wirtualnej rzeczywistości, sztucznej inteligencji, analizy danych – problem będzie się stale nasilał. Zmiany będą wymagały czasu, jednak musimy rozpocząć je tu i teraz.