Wydaje się, że kult młodości jeszcze nigdy nie przybierał takich rozmiarów jak dziś. Presja, by osiągnąć sukces przed trzydziestką jest ogromna, potęgując uczucie frustracji, jeśli nie mamy na koncie spektakularnych dokonań lub najzwyczajniej gdzieś po drodze powinie nam się noga. Jednak pamiętajmy, że na realizację planów nigdy nie jest za późno – i nie jest to jedynie pusty coachingowy frazes. Bycie late bloomerem, czyli późne rozwijanie zawodowych skrzydeł, jest coraz powszechniejsze – i ma całkiem sporo zalet.

Kult młodości vs. potęga doświadczenia

Na każdym kroku słyszymy o kolejnych sukcesach młodych przedsiębiorców, nastoletnich twórcach przełomowych aplikacji czy dwudziestoletnich milionerach z Doliny Krzemowej. Status prawdziwej ikony pokolenia zyskał założyciel Facebooka, Mark Zuckerberg, który w 2008 roku został najmłodszym miliarderem świata. On sam zresztą uwielbia karmić nas poglądami o ogromnym potencjale młodości, twierdząc, że im jesteśmy starsi, tym głupsi – chętnie posługując się przykładem poetów, którzy rzekomo najlepsze wiersze tworzą koło dwudziestego roku życia.

Nie do końca w tym przypadku dowierzał mu David Galenson, ekonomista z Uniwersytetu w Chicago, który postanowił to przebadać. Okazało się, że 40% wierszy w najważniejszych amerykańskich antologiach powstało, gdy ich autorzy byli po pięćdziesiątce, a twórcy wierszy uważanych za amerykański kanon pisali je mając: 23, 28, 29, 30, 40, 41, 48, 42 i 59 lat.

Podobnie wygląda to w świecie start-upów czy korporacji. Krisztina Holly, ekonomistka z Uniwersytetu Karoliny Południowej i felietonistka amerykańskiego magazynu „Forbes”, przebadała pięciuset założycieli najszybciej rosnących firm. I tu również nasze wyobrażenia i stereotypy nie pokryły się z rzeczywistością. Typowy twórca start-upu, który odniósł sukces, miał powyżej 35 lat. Ciekawym przykładem jest choćby Workday, największa (wyceniana dziś na ponad 10 miliardów dolarów) amerykańska firma internetowa obsługująca działy HR, założona przez duet 52-latka i 64-latka. Jest i słynna Barbara Beskind, która pracę w firmie IDEO w Dolinie Krzemowej dostała, gdy dobiegła dziewięćdziesiątki. Zawsze chciała być inżynierem, więc spontanicznie wysłała swoje CV, gdy usłyszała w telewizji szefa IDEO mówiącego o designie dla starszych ludzi.

Na rodzimym rynku możemy zaobserwować takie same trendy. Podczas tegorocznego forum ekonomicznego w Krynicy, Fundacja Startup Poland przedstawiła raport, z którego wynika, że ekosystem młodych innowacyjnych firm okrzepł, ustabilizował się, a startupowcy... postarzeli się.  Obecnie tylko jedna czwarta biznesmenów to ludzie poniżej 26 roku życia. Częściej mamy do czynienia z „seryjnymi przedsiębiorcami”, budującymi kolejny biznes. Wśród startupowców – już niekoniecznie studentów – pojawiają się doświadczeni naukowcy z tytułem, 20% z nich ma co najmniej stopień doktora. To o 7% więcej, niż w zeszłym roku.

Zalety późnego startu

Obiegowa opinia, która głosi, że nasz mózg pracuje wydajniej, gdy jesteśmy młodzi, sprawdza się tylko w przypadku pamięci. Nastolatki wygrywają w zapamiętywaniu takich informacji jak numer telefonu, a im jesteśmy starsi, tym gorzej nam to wychodzi – twierdzi Laura Germine, psycholog z Uniwersytetu Harvarda. Wraz z Joshuą Hartshornem, innym badaczem mózgu, przeanalizowała dane 50 tysięcy osób. Wyniki pokazują, że wiele umiejętności doskonali się z wiekiem, np. zdolność oceniania ludzkich emocji poprzez spojrzenie komuś w oczy jest najlepsza u czterdziestolatków, a w okolicach sześćdziesiątki mamy bardzo duże zdolności językowe. Wiele czynników przemawia za tym, że wraz z wiekiem rośnie nasz potencjał na sukces.

Dr Roberta Sinatra, fizyk z Centralnego Europejskiego Uniwersytetu w Budapeszcie, przyjrzała się z kolei pracy największych naukowców świata, i zauważyła, że ich przełomowe dokonania przypadały na stosunkowo młody wiek, a prawdopodobieństwo stworzenia innowacji na miarę Nagrody Nobla przypada na okres po 30-tce. Przyczyna jest prosta – w tym wieku jesteśmy zwykle najbardziej produktywni, mocniej się angażujemy i podejmujemy więcej prób. Nasuwa się wniosek, że jeśli zdecydujemy się na osiągnięcie upragnionego celu w późniejszym okresie życia – nic nie stoi na przeszkodzie –  o ile mamy czas, chęci i możliwości, by maksymalnie się temu poświęcić.

Niewątpliwie ma to swoje dobre strony.

Rozwijając skrzydła w późniejszym wieku:

  • dobrze znasz siebie, wiesz jak wykorzystać swoje dobre strony
  • dostrzegasz ukryty potencjał ludzi, doceniasz ich talenty
  • idziesz własną drogą, nie zważając na presję społeczną i oczekiwania innych ludzi
  • dzięki doświadczeniu lepiej i szybciej radzisz sobie z problemami
  • nie boisz się podejmować wyzwań
  • praca jest Twoją pasją
  • konsekwentnie dążysz do celu nie zważając na przeciwności

Zdefiniuj swój cel i zacznij działać

Lepiej późno niż wcale? Zdecydowanie. Dlatego jeśli widzisz w sobie potencjał na late bloomera zrób konkretny plan, wpisując w niego przydatne szkolenia, niezbędne zasoby finansowe i sieć kontaktów. Świętuj każdy najmniejszy triumf nie zrażając się potknięciami, i konsekwentnie, nie zbaczając z obranego kursu, zdobywaj upragniony cel. W końcu sukces zależy przede wszystkim od naszego zaangażowania, i na pewno nie ma swojego deadline’u.